agata molska
chora ambicja
lyrics

[Hook: Tomson]

Gdy wychodzisz z siebie, ziom

Bo chcesz to mieć

I gdy przerośnie Ciebie to

Oszukujesz się

Chcesz więcej niż możesz wziąć

Udowodnić tu komuś coś

Ale za jaką cene to ciśnienie na sos?

[Verse 1: VNM]

Boli, cała japa mocno obita

Polip przykleiła mu tu jego krew do chodnika

Żeby mu pomóc tu nie było ochotnika

Pierwsza w nocy, dzielnica, kolo ledwo oddycha

Dobrze, że to jego okolica

Ma na chatę parę minut, nikt go nie widział

Wstaję, krwią kaszle, ból go dobija

Ma wyjebane i na klatkę szybko pogina

Wchodzi na chatę, nikt nie wyczai go

Matka poszła dziś do pracy na całą noc

Idzie do łazienki, bada straty bo wie, że ma parę siniaków i połamany nos

Ale bardziej boli duma, co się stało chyba kuma

Miał przy sobie dwie dychy skuna

Oni zabrali to i najebali go

Kolo ustawił go na dill i wystawił go

Wczoraj od dilera wziął trochę tego w credo

Ziomy mówili, że on nie nadaje się do tego

Ale on im pokażę, że da

Idzie spać ale w głowie ma już plan, tak

[Hook: Tomson]

[Verse 2: VNM]

Wstał, cała twarz napierdala go mocniej

Dobrze, że matka jeszcze spała po nocce

Zjadł i wyszedł do zioma, wiedział, że go zaskoczy

Jak opowie mu co stało się wczoraj w nocy

Wydzwonili jeszcze dwóch, wpadli za chwilę

I poszli do tego, co go wjebał na minę

Pod klatką stali, by nie wyczaił ich z okna

Wyjdzie z chaty, zemsta będzie słodka

Stali dwie godziny, wyszedł jebany pies

I najebali go jak psa w biały dzień

Uciekli stamtąd szybko

Na do widzenia powiedzieli mu, że jest straszną dziwką

On powiedział dzięki ziomom

Dostawcy wisi hajs i musi odrobić dzięgi solo

Pomyślał sprawdzę inne źródło

On siedzi na chacie i zawsze ma to gówno

"Siema, widzę, że nieźle cię najebali"

Spoko stary już konflikt zażegnany

Pogadałbym ale w chuj mi się spieszy

Ziom, weź daj mi stówę na zeszyt

[Hook: Tomson]

[Verse 3: VNM]

Nie trzyma tego w domu, bo nie ryzykuje, że kryma mu wleci

Towar chowa na klatce w zsypie na śmieci

Pod lineloum

Więc nawet jak będzie przypał, to towaru nie zawiną jemu

Wraca po to codziennie

Zaraz się odkuję bo w detalu mu dzień w dzień schodzi piona dziennie

Dzwonią do niego: -Masz coś? -Hej ziomek, pewnie

I to jest dobre, sto procent, że spoko jebnie

Po tej stówię wziął drugą i trzecią

Odpula tych, którzy z hajsem w chuja go lecą

Zdobywa te fame'y na dzielni

Udowodnił swoim ziomom teraz

Że też hajsem kielnie napełni

Wcześniej nie miał nic

Gdy odwiedzał ich mówili mu, że na bloku nie spada z nieba nic

Idzie w kimę, do roboty już nic nie ma dziś

Siódma rano, budzi go pukanie do drzwi

[Hook: Tomson]

[Verse 4: VNM]

On już czaił OCB, ale nie zdążył

Matka otworzyła, krymy na chatę wjechały z psem

Był przygotowany, myślał o tym całe dnie

Co? Pewnie myślicie, że macie mnie

Pomyślał sobie, ale powiedział "ej, o co chodzi?"

Skuli go, głowę przyłożyli do podłogi

Matka płaczę, przeszukali chatę

Nie ma, biorą go na przesłuchanie zatem

Pies pyta się kto mu sypał, gdzie

Kolo milczy za to dostaję liścia w łeb

Drugi, trzeci ale nie wypsztykał się

Nic nie mieli mimo, że go jakiś wydał cwel

Puścili go w tej samej chwili on

Pomyślał, że lepiej będzie jak zmyli trop

Znają adres przeniosę lepiej ten towar

I poszedł do ssypu na klatkę, gdzie sprzęt chował

A nie daleko jego domu siedział ten

Co dostał w pizdę od niego i jego ziomów

Śledził go całymi tygodniami

Zemstę zaplanował wraz z tymi krymuchami

Wiedzieli, że nic nie ma w domu, mieli go przestraszyć

Żeby sam w inne miejsce chciał towar zaszyć

Cwel widzi jak wchodzi do klatki ten ziomek